poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 4

-Spokojnie Laxus. Wszystko będzie dobrze.-powiedział staruszek bardziej uspakajając siebie niż wnuka.


========================================================================
Hej hej hej:p
Sorki za tak dłuuuuuuga nieobecność... ale wiecie... szkoła ;/
Na serio wielkie Przepraszam za błędy i za to ze opowiadanie jet trochę nudnawe. Aleeee z czasem się rozkręcę.
Buziaczki :*
========================================================================
Erza, Gray i Natsu wyszli z gabinetu dziadziusia. Szli już po schodach gdy usłyszeli muzykę, rozmowy i śmiech. Na dole w najlepsze bawili się członkowie gildii. Szukając wzrokiem blondynki zobaczyli ją w samym centrum zbiegowiska, otaczali ja prawie wszyscy. Dziewczyna nieśmiało odpowiadała na zadawane pytania nagle ktoś złapał ją za rękę i wyciągnął z tłumu. Przestraszona szła ciągnięta przez czerwonowłosą. Nikt nie odważył się odezwać gdyż była to ERZA, najniebezpieczniejsza i najsilniejsza kobieta w Fairy Tail. Usadziła Lucy na krześle przy barze. I usiadła obok. Chwile uważnie się jej przyglądała i już z uśmiechem powiedziałą.
-Jestem Erza Scarlet.-wyciągnęła dłoń w kierunku przestraszonej blondynki
-Je...Jestem Lucy-chwyciła powoli dłoń Erzy na co ta z jeszcze większym uśmiechem przytuliła ją do swojej zbroi automatycznie ją ogłuszając.
-Ja jestem Mirajane Strauss-powiedziała piękna dziewczyna z wielkimi niebieskimi oczami i długimi białymi włosami-Gdzie chciałabyś mieć znak naszej gildii i jakiego koloru?-spytała z wielkim uśmiechem
-Hmmmm... może niech będzie różowy o tu.-Lucy wskazała prawą dłoń. Mirajane zrobiła jej piękną różową pieczątkę po czym podała jej sok pomarańczowy i odeszła.
-Cześć-usłyszała zza pleców blondynka i mimowolnie powaliła na deski jednym ruchem osobę która stała za nią. Automatycznie spojrzała na ziemię na której leżał obolały ale uśmiechnięty różowowłosy chłopak.
-Jestem Narsu Dragneel.
-Przepraszam-powiedziała i pomogła mu wstać.
-Hahahah już drugi raz cię powaliła, żarówo.-kolejna osoba zza jej pleców poleciała w mgnieniu oka w powietrze i blondynka jednym szybkim kopem w brzuch przygniotła  granatowłosego chłopaka do ziemi.
-Hhahahhaha. Dobrze ci tak lodówo!-Natsu tarzał się ze śmiechu pod nogami Erzy ta natomiast przygniotła go także do ziemi obok Greya.
-To jest Grey Fullbuster.-powiedziała czerwonowłosa.
-Hej.-Machnął ręką na przywitanie. Lucy przeprosiła go i pomogła mu się podnieść.
-Miło mi was poznać.-powiedziała blondynka i obdarzyła ich nieśmiałym ale szczerym uśmiechem.


-Z okazji tego że dołączyła do nas Lucy...-schodzący mistrz zatrzymał się na schodach, nabrał powietrza w płuca i krzyknął z całych sił.-ZACZYNAMY IMPREZKĘ!!!!
Jak na zawołanie muzyka zabrzmiała jeszcze głośniej, pojawiły się beczki z alkoholem, a stoły i krzesła stały tak jakby nigdy się stamtąd nie ruszały. (raczej tak jakby nikt nimi nie rzucał ;p)
Erza złapała Lucy za rękę i pociągnęła ją go grupki dziewczyn.
-Przedstawię ci wszystkich.-podeszła do małej niebieskowłosej dziewczynki rozmawiającej z białym kotem. (Lucy mimo że widziała gadającego kota zbytnio się tym nie przejęła)
-To jest Wendy-wskazała na uśmiechniętą dziewczynkę- i jej kotka Carla
-Cześć-powiedziały jednocześnie
-To jest Mira, którą już zdążyłaś poznać i jej młodsza siostra Lisanna.- blondynka uśmiechnęła się do sióstr, uśmiechem odpowiedziała jej tylko starsza gdyż ta młodsza zmierzyła ją od góry do dołu i odeszła bez słowa.
Gdy odeszły od nich blondwłosa spytała Erzę o co chodziło tej dziewczynie a ta tylko uśmiechnęła się i powiedziała że ma się niczym nie przejmować.
Następnie Lucy poznała Evergreen, Bisce, Kinane, Juvie i na samym końcu podeszły wraz z czerwonowłosą do stolika przy którym siedziała piękna brunetka w brązowych spodniach i niebieskiej bluzce bardziej przypominającej górę od bikini niż bluzkę.
-A to jest Cana Alberona.
Cana uśmiechnęła się ciepło do Lucy i dalej popijała alkohol ze swojej ukochanej beczki. Erza przedstawiła teraz męską część, która trochę swoim zachowaniem przerażała Lucy na samym początku ale po kilku minutach śmiała się razem z nimi.
-Natsu!-krzyknęła Erza- Idziesz z nami.-powiedziała do stojącego już obok niej chłopaka na co ten ochoczo przytaknął.
-A gdzie idziemy?-spytała blondynka
-Pokażemy ci twój nowy dom.-uśmiechnął się różowowłosy i razem z Erzą zaprowadzili Lucy pod kamienicę, weszli na samą górę i Erza otworzyła kluczem drzwi.
-Natsu, opowiedz Lucy co nieco o naszym życiu. Ja wracam do gildii bo Jellal zaraz wraca.-czerwonowłosa z rumieńcem na twarzy wybiegła z budynku i pognała pędem do gildii.
-Naaaaaatsuuuuu!!-przez okno wleciał niebieski kotek z białymi skrzydłami zatrzymał się dopiero przytulony w uśmiechniętego chłopaka.
-Co się stało?
-Natsu, jestem głoooooodny.-zaburczało mu w brzuchu
Lucy podeszła do lodówki która na szczęście była pełna
-Zostaniecie na kolacje?-spytała z uśmiechem
Zielonooki chłopak i jego niebieski przyjaciel przytaknęli i obdarowali blondynkę szczerymi uśmiechami.

Po kilka minutach kolacja była zjedzona.
-No więc Lucy..-zaczął powoli różowowłosy.-Dziękuję za wcześniej.
Blondynka popatrzyła na niego i obdarowała go jednym z najpiękniejszych uśmiechów jakie chłopak w swoim życiu widział na co ten odwrócił głowę zasłaniając zaróżowione policzki.
-Nie ma sprawy.-powiedziała wciąż się uśmiechając.
-My już pójdziemy.-powiedział chłopak z złapał małego, niebieskiego kotka.-Do jutra.-uśmiechnął się i wyskoczył przez okno.
-Używaj drzwi!-krzyknęła za nim nadal z uśmiechem na ustach.

Ogarnęła wzrokiem nowe mieszkanie.
-Mam nadzieję że pobędę tu dłużej.-uśmiechnęła się smutno i powędrowała do łazienki by wźiąść długa i relaksującą kąpiel.
Wyszła po godzinie i od razu wgramoliła się na dość duże łóżko po czym od razu zasnęła

***
W tym samym czasie
Pewien blondyn siedział jeszcze w gildii.
Słuchał muzyki na słuchawkach, które zawsze były częścią jego ubioru.
 Muzyka pomagała mu się skupić, ale teraz nawet ona nie chciała odpędzić myśli o pewnej osobie.
Siedział i myślał o blondwłosej dziewczynie o brązowych oczach.
 Zobaczył ją dzisiaj po raz pierwszy od kilku lat.
 Znali się od dziecka.
Była od niego 3 lata młodsza ale lubił jej towarzystwo.
Można by nawet powiedzieć że lubił ją bardziej niż innych.
Wtedy gdy jechali w odwiedziny do niej i jej rodziców był prze szczęśliwy że ją zobaczy.
 Ale nigdy by nie pomyślał nawet że tego dnia ona przejdzie przez piekło.
Wiedział tylko tyle co mu powiedziała w czasie gdy jeszcze razem trenowali.
W sumie wiedział więcej niż jego dziadek i każdy kto z nią na ten temat rozmawiał.
Opowiedziała o magach którzy bez litości zabili jej ojca, który stanął w obronie żony i córki.
Jej matka zginęła kilka minut po nim gdy razem z nią uciekały przez las.
Jakimś cudem udało jej się uciec ale miała wtedy do siebie żal że nic nie mogła zrobić.
Czuła się bezużyteczna... to właśnie dlatego poddała się praktycznie morderczemu treningowi.
Gdy tylko pytał o ludzi, którzy byli odpowiedzialni za atak i morderstwo na jej rodzicach, zaczynała się trząść, zamykała się w sobie lub najzwyczajniej na świecie uciekała.
Gdy ją dzisiaj zobaczył nie mógł wydusić z siebie słowa.
Nawet nie miał na tyle odwagi żeby do niej podejść.
Zamurowało go.
Z pyzatej, zadziornej dziewczyny,
która była dla niego najważniejsza,
zmieniła się w piękna kobietę,
 która była nieziemsko piękna.

Z jakieś 3 lata temu na jednej z misji znalazł starą książkę o klątwach i czarnej magii.
Gdy z ciekawości ją czytał, trafił na dość silne zaklęcie, które powodowało otworzenie bram do innych światów. Zdziwił się jak przeczytał co jest potrzebne do jej otwarcia. 12 zodiakalnych złotych kluczy, 2 diamentowe klucze i mag gwiezdnej energii płci żeńskiej.
Momentalnie przypomniał sobie o tym że w całym Fiore jest tylko kilku magów Gwiezdnej Energii.
Podajże 3. Reszta zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach.
Z tego co pamiętał blondynka była w posiadaniu 6 zodiakalnych kluczy.
Więc nie miał pojęcia ile teraz ich ma.
Ale jedno jest pewne.
Nie pozwoli aby ktoś tknął ją chociaż palcem.
 Wstał i wyszedł szybkim krokiem w gildii w tylko sobie znanym kierunku.

========================================================================
Rozdział napisany. Jeszcze raz wielkie przepraszam za to że rozdział dodałam tak późno.
Postaram się je dodawać systematycznie.






Buziaczki :****
^^

4 komentarze:

  1. Ekstra, czyżby to był przypadek, że blondynowi potrzeba maga Gwiezdnych Dusz płci żeńskiej i 12 złotych kluczy? Nie sądzę... xD
    Bardzo ciekawe zakończenie, które powoduje < przynajmniej jak u mnie> takie dziwne uczucie niedosytu. Gratulacje, niewiele osób to potrafi ^^
    Mając nadzieję, że się nie obrazisz, zostawię ci mojego nakama, oby nie przeszkadzał ;-; http://natsu-x-lucy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam wszystkie rozdziały i chcę następne^^.
    Lucy coś ukrywa? czy tylko ja odnoszę takie wrażenie hmmm..
    Kto zabił rodziców Lucy?. brak ODPOWIEDZI...BRAK.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny na kolejne rozdziały^^.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny rozdzialik, oczywiście urządziłaś Lisanne jako wielką panienkę, coś czuję, że nie bd pozytywną postacią, i bardzo dobrze ^^, nie znoszę jej. Co do ogólnej akcji jest na prawdę
    świetnie :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet fajne. Sama końcówka niezła i jestem ciekawa, co będzie dalej. Choć szkoda, że trochę bardziej opisów nie rozbudowujesz :(

    OdpowiedzUsuń